Baśnie „małego wędrowca”. O nadziei, pokusie i rozpaczy w rapowym klimacie
fot. screen z teledysku do utworu "Lusterko"
SAIKOPOE gdańskiego rapera Skora to nie tyle zbiór piosenek, ile muzyczny teatr — osobista, pełna symboli podróż przez samotność, winę, pokusę, pragnienie i rozpacz. Trzydzieści utworów układa się w przejmującą opowieść o człowieku próbującym odnaleźć swoje miejsce w świecie, a jednocześnie o artyście, który rapowe środki łączy z niezwykłą literacką wrażliwością.
Inne z kategorii
[OKIEM TYGODNIKA) Zaszufladkowani, czyli wielkie biurko świata
Rapowy teatr zamiast zwykłego albumu
Miesiąc temu przedstawialiśmy już gdańskiego artystę Skora. Pod tym pseudonimem kryje się raper Jakub Ośrodek — twórca wyróżniający się niezwykłą wrażliwością literacką i głębią przekazu.
Niedawno zakończył się jeden z jego najambitniejszych muzycznych projektów — SAIKOPOE. Cykl publikowanych co tydzień utworów rozpoczął się w styczniu 2026 roku. Od tego czasu, w każdy wtorkowy wieczór, Skor zapraszał słuchaczy na wspólne, internetowe „odsłuchiwanie”. Nie tyle jednak piosenek, ile kolejnych lirycznych scen.
SAIKOPOE swoją konstrukcją przypomina bowiem muzyczny teatr. Projekt składa się z dwóch aktów, a każdy z nich z 15 utworów. Można ich słuchać pojedynczo, jednak dopiero odtworzone w odpowiedniej kolejności układają się w przejmującą i bardzo osobistą rapową opowieść o wewnętrznych konfliktach, trudnych relacjach, pokusie, winie i przemijaniu.
Muzyce towarzyszą również wygenerowane przez sztuczną inteligencję teledyski. Uczyniono to jednak na tyle kreatywnie i oryginalnie, że absolutnie nie trzeba obawiać się stereotypowej „AI-owej” estetyki. W przypadku Skora mamy raczej do czynienia ze zbiorem ruchomych szkiców, stylizowanych, baśniowych grafik i przejmującej symboliki.
O czym dokładnie opowiada ten rapowy spektakl?
Akt I. W poszukiwaniu bratniej duszy
Artysta zaprasza nas w swoją duchową podróż najbardziej bezpośrednim utworem projektu — „Wojny”. To osobiste i, jak mogłoby się początkowo wydawać, dość klasyczne rapowe wyznanie: wspomnienie młodości na blokowiskach oraz toczących się na podwórku, ale i w sercu „wojen”.
Utwór szybko przechodzi jednak do znacznie bardziej egzystencjalnej tematyki, skupiając się na tęsknocie bohatera i jego kryzysie emocjonalnym. Wyciągnięta do słuchacza ręka, wraz z zaproszeniem: „jeśli chcesz, to ci o nich opowiem”, zamienia się w mroczną konkluzję: „Zaczynamy długą podróż, przez witraże moich schorzeń, gdy zamieszkał we mnie... potwór”.
Kolejne muzyczne sceny pierwszego aktu to już typowa dla Skora ambitna liryka. Artysta skupia się na różnych rodzajach samotności — tej spowodowanej śmiercią, zakończeniem relacji, ale również poczuciem wyobcowania we współczesnej rzeczywistości.
Uczestniczymy w mrocznej, egzystencjalnej podróży po świecie najtrudniejszych emocji i doświadczeń. Utwory dzielą się na gorzkie wyznania, głębokie refleksje o świecie oraz przejmujące prośby, by towarzyszyć artyście w jego duchowych zmaganiach. W jednym z nich słyszymy:
„Za czwartym zakrętem,
gdzie serca pęknięte
wołają, że coś w nas umiera,
złap mnie za rękę
i puść mi piosenkę
o tym, że jeszcze nie teraz”
W „Czary i mary” Skor porównuje śmierć do magicznej sztuczki i "zabawy w niewidzialność". Niedługo później maluje muzyczny obraz „Ulicy Lunatyków”, gdzie „starsza pani po trzydziestce, sprzeda miłość na patyku i dopłaci, jeśli zechcesz”, a „czarodziejki liczą utarg, dziś handlowy wtorko-piątek, trubadurki pieją hymny portmonetek i podwiązek”.
Artysta proponuje nawet rapową kołysankę — intrygujący dialog z samym sobą, a zarazem próbę pogodzenia się z własnymi emocjami:
„Dobranoc lęku niewdzięczny,
co dręczysz sumienie co wieczór,
modlitwo na końcu tęczy,
cicha melodio mych przeczuć.
Dobranoc mój mały człowieku,
co siedzisz w kącie mej duszy
i liczysz nam każdy z oddechów,
aż cisza ten krzyk w nas zagłuszy”.
Na szczególne wyróżnienie zasługuje również „Ludzie z burzą w oczach” — najbardziej symboliczny i najmniej dosłowny utwór pierwszego aktu. W niezwykle baśniowej stylistyce Skor poszukuje bratnich dusz, które słyszą, gdy „wołam MAYDAY” i niosą światło w dłoniach, „którego nikt już nie chce”.
Pierwsza część projektu kończy się gorzkim podsumowaniem tego, jak świat próbuje przemielić jednostkę i dopasować ją do własnych oczekiwań:
„Za drzwiami planet nieznanych,
leżę wtulony w swe wady,
w kasynie marzeń młodzieńczych,
krupier już zebrał zakłady (…)
ślepy, głuchy i niemy,
kalekie jestestwo i podłe,
a przecież mogli wyskrobać,
zanim wszystkich zawiodłem”.
A jednak nawet w tym obrazie pozostaje prośba o coś bardzo prostego — o miłość i akceptację człowieka takim, jaki jest.
Akt II. Pokusa, pamięć i ciężar winy
Drugi akt SAIKOPE zawiera szerszy wachlarz doświadczeń i kilka bardziej nostalgicznych opowieści. Rozpoczyna się moralnym dylematem i próbą odpowiedzi na pytanie o cenę „prawdy bez wzruszeń”.
Następnie Skor zabiera nas do… kina, gdzie trzeba skonfrontować się z repertuarem życiowych błędów. Na domiar złego nie ma co liczyć ani na happy end, ani na morał, ani na jednoznaczny przekaz.
Artysta proponuje jednak również podróż w przeszłość — do dzieciństwa. Prosi „choćby o obietnicę, taką ma mały paluszek”. Do świata baśni powraca z kolei w utworze „Lusterko”. Tym razem zwierciadło nie odpowiada jednak, kto jest najpiękniejszy na świecie. Skor zadaje pytanie znacznie trudniejsze i dużo smutniejsze:
„Powiedz, proszę, lusterko, czemu w sercu tak ciemno? Powiedz lusterko przecie, kto mym odbiciem na świecie?”.
Warto także wsłuchać się głębiej w „Dżina”. To niezwykle symboliczny, baśniowy erotyk, który o sferze pożądania opowiada z, niemal zapomnianą we współczesnej kulturze, subtelnością.
Drugi akt skupia się więc już nie tyle na samej samotności, ile na szerzej pojętym zagubieniu i poczuciu winy. Najwyraźniej i najmroczniej wybrzmiewa to w kilku ostatnich utworach.
W „Wilgoci” Skor opisuje swoisty krajobraz po grzechu, „kieliszek niepewnej pokuty” i „pustkę rozlaną w karafki”, którą wylewa do „ścieku wybaczeń”.
Z kolei „Ciężar” to już utwór wprost przygnębiający. Artysta wykorzystuje symbole, by przekazać niezwykle trudną treść:
„Na gałęzi siedzi noc zaklęta,
snem maluje niepokoju znak
i się patrzy prosto w nasze wnętrza,
jak milczący i ponury kat.
A przeklęty czas się w proch zamienia,
gałąź czeka na ciężar naszych prawd…”.
Czy po takiej podróży zostaje jeszcze nadzieja?
SAIKOPOE nie kończy się jednak jednoznacznie pesymistycznie. W pożegnalnym „A może?” artysta zostawia niedomknięte drzwi. Zostawia słuchaczy z pytaniem, czy to już naprawdę koniec, oraz z przypuszczeniem, jak dalej mogłaby potoczyć się muzyczna i duchowa relacja między nim a odbiorcą.
To utwór wyciszenia — bardzo refleksyjny i emocjonalnie bliski publiczności. I być może właśnie dlatego stanowi dobre zakończenie całej podróży. Po trzydziestu scenach pełnych demonów, wspomnień, pragnień i poczucia winy nie otrzymujemy gotowej odpowiedzi. Otrzymujemy pytanie.
Skor poza stereotypami rapu
Czy warto więc dać się zaprosić w podróż po demonach i pragnieniach Skora? Zdecydowanie tak.
Skor to artysta wartościowy, który przekracza stereotypowe wyobrażenia o rapie. Potrafi uderzać ciężko, ale potrafi też przekazywać swoje refleksje z absolutnie poruszającą delikatnością. Jego twórczość ma charakter bardzo osobisty, egzystencjalny i psychologiczny.
Jednocześnie artysta czerpie z pełnej gamy symboli, lirycznych obrazów i metafor oraz różnych gatunków muzyki. Ostatecznie proponuje słuchaczom rap, który niekiedy zaskakuje swoją… melodyjnością. W podkładach często wybrzmiewają fortepian i skrzypce, a niektóre kompozycje przypominają bardziej muzykę filmową niż tradycyjne rapowe bity.
W tej drodze może nieco przeszkadzać jedynie powtarzalność tematów. Przez 30 scen — a także w utworach wydanych poza projektem — wracamy właściwie do podobnych zagadnień: samotności, trudnych relacji i dylematów moralnych. Skor potrafi jednak za każdym razem mówić o nich inaczej — za pomocą kolejnych, często zaskakujących i pięknych metafor.
Osobista mikromitologia i zestaw szyfrów
Samo SAIKOPOE pozostaje jednym z najsmutniejszych, ale jednocześnie najbardziej poruszających projektów artysty. Odnajdziemy w nim niezwykle dojrzałe diagnozy świata i człowieka oraz wnikliwe studium emocji.
Najcenniejsza wydaje się jednak jego niebanalna symbolika i osobista mikromitologia Skora. Artysta niejednokrotnie opowiada przecież o bardzo współczesnych problemach językiem baśni. Dzięki temu jego twórczość wymyka się prostym kategoriom i pozwala słuchaczowi odnajdywać własne znaczenia w kolejnych obrazach.
Trudno również oprzeć się wrażeniu, że SAIKOPOE stało się dla Skora swoistą autoterapią — duchową podróżą pozwalającą przepracować emocje i miejscem spotkania z tymi, którzy spróbują go zrozumieć.
Być może właśnie dlatego „mały wędrowiec” Skora okazuje się przewodnikiem wartym uwagi.
Tę podróż wciąż można odbyć za pośrednictwem youtubowego kanału 3-ART tv.