[KADR TYGODNIKA] Warto zajrzeć do „Lasu”. Znakomite widowisko z pytaniami, które zostają na dłużej
Polsko-kanadyjski spektakl „Las” w reżyserii Alana Dilwortha to przedstawienie efektowne, świetnie zagrane i sprawnie poprowadzone. Oparte na tekście Michaela Rubenfelda widowisko łączy historię rodziny ukrywającej się przed światem z refleksją o traumie, zemście, polityce i możliwości pojednania. Nie wszystkie tropy interpretacyjne są wolne od kontrowersji, ale trudno odmówić temu spektaklowi siły oddziaływania.
Inne z kategorii
„Las” zaczyna się jak opowieść o ucieczce. Rodzina, naznaczona wojenną traumą, żyje w odosobnieniu, trzymając się rytuałów i zakazów, które mają chronić ją przed światem zewnętrznym. Las jest dla niej schronieniem, ale także więzieniem. Powrót do normalności okazuje się równie przerażający jak sama pamięć o przemocy.
Z czasem kameralna historia rodzinna rozszerza się o kolejne znaczenia. Na scenę wchodzą polityka, media, propaganda i mechanizmy budowania społecznych narracji. Szczególnie dobrze wypada wątek prezydenta, granego przez samego autora sztuki. To postać śliska, sprawna, obłudna — polityk, który doskonale rozumie, że władzę zdobywa nie ten, kto mówi prawdę, lecz ten, kto potrafi narzucić opowieść.
Największą siłą spektaklu jest jednak pokazanie traumy. Lęk bohaterów nie jest tu dekoracją psychologiczną, ale zasadą organizującą całe ich życie. Szczególnie mocno wybrzmiewa postać matki, panicznie pilnującej domowych rytuałów i granic lasu. Jej potrzeba kontroli, lęk przed utratą dzieci i narastające pragnienie odwetu tworzą jeden z najmocniejszych portretów w przedstawieniu.
Od strony realizacyjnej „Las” robi bardzo dobre wrażenie. Scenografia jest bogata i sugestywna, tempo spektaklu — mimo ponad dwóch godzin trwania — nie pozwala na znużenie, a aktorzy utrzymują napięcie właściwie od początku do końca. To teatr, który nie musi ratować się formalnym udziwnieniem, bo ma dobrze skonstruowany świat, wyraziste postaci i temat niosący przedstawienie.
Wątpliwości budzi natomiast część sensów wpisanych w tekst. Choć autor deklaruje, że nie opowiada historii konkretnych narodów ani nie odnosi jej wprost do jednego ludobójstwa, skojarzenia z relacjami polsko-żydowskimi są trudne do pominięcia. Zwłaszcza wątki odzyskiwania utraconych domów czy oskarżenia o bierność świadków przemocy mogą być odbierane jako nawiązania bardzo czytelne — i nie dla każdego przekonujące.
Spektakl stawia więc pytania ważne, ale miejscami robi to w sposób, który może drażnić uproszczeniem lub niedopowiedzeniem. Także krótka scena nagości wydaje się nie do końca konieczna — nie jest wulgarna, ale pozostawia pytanie, czy symbol został tu rzeczywiście dopracowany, czy raczej dopisany z potrzeby mocniejszego teatralnego gestu.
Najciekawsze pozostaje jednak samo zakończenie. Powrót do rodzinnego rytuału tworzy piękną klamrę kompozycyjną, ale jednocześnie prowokuje pytanie, czy po tak głębokim pęknięciu więzi możliwy jest jeszcze jakikolwiek powrót. Czy można usiąść przy jednym stole z kimś, kto zdradził, zranił i zniszczył dotychczasowy świat?
„Las” nie jest spektaklem idealnym, ale zdecydowanie warto go obejrzeć. To mocne, bardzo dobrze zrealizowane widowisko, które nie kończy się wraz z zejściem aktorów ze sceny. Zostawia widza z niepokojem, pytaniami i świadomością, że poza bezpieczną przestrzenią własnej chaty zawsze czeka coś, z czym prędzej czy później trzeba się zmierzyć.