Nie kochał ludzkości. Kochał ludzi. Chesterton przywraca prawdziwego św. Franciszka
foto okładka książki
Święty Franciszek z Asyżu bywa dziś przedstawiany jako łagodny patron przyrody, który rozmawiał z ptakami i oswoił wilka. G.K. Chesterton pokazuje jednak świętego znacznie bardziej radykalnego. Człowieka zakochanego w Chrystusie, który nie głosił abstrakcyjnej miłości do ludzkości, lecz kochał konkretnych ludzi. Nowe wydanie jego książki omawiamy w filmie na kanale Tygodnika Bydgoskiego.
Inne z kategorii
Święty, którego łatwo oswoić
Wizerunek św. Franciszka znakomicie nadaje się do współczesnych uproszczeń. Wystarczy pozostawić w nim zachwyt nad przyrodą, troskę o zwierzęta i pochwałę pokoju. Można natomiast usunąć na dalszy plan jego wiarę, ascezę, posłuszeństwo Kościołowi oraz pragnienie naśladowania ukrzyżowanego Chrystusa.
Powstaje wówczas postać sympatyczna i łatwa do zaakceptowania. Patron ekologii, który kocha kwiaty, rozmawia z ptakami i nie stawia człowiekowi szczególnie trudnych wymagań.
Gilbert Keith Chesterton protestuje przeciwko takiemu obrazowi. W książce „Święty Franciszek z Asyżu” przypomina, że nie można oddzielić miłości Franciszka do stworzenia od jego miłości do Stwórcy. Święty nazywał słońce bratem, a księżyc siostrą właśnie dlatego, że wiedział, iż ani słońce, ani księżyc nie są Bogiem. Wszystkie stworzenia mogły być rodzeństwem, ponieważ miały jednego Ojca.
Biografia, która nie jest zwykłą biografią
Chesterton napisał książkę w 1923 roku, niedługo po przyjęciu do Kościoła katolickiego. Nie stworzył jednak dokładnego, chronologicznego życiorysu. Daty i szczegóły historyczne interesują go mniej niż wewnętrzna logika życia Franciszka.
Autor próbuje odpowiedzieć na pytanie, jak człowiek pełen radości mógł być zarazem surowym ascetą. Jak piewca piękna stworzenia mógł wyrzec się własności? Dlaczego święty łagodny dla brata wilka tak bezwzględnie traktował „brata osła”, jak nazywał własne ciało?
Odpowiedzią jest miłość. Franciszek nie realizował programu społecznego ani filozoficznej teorii. Był zakochany w konkretnej Osobie. Jego religia — jak tłumaczy Chesterton — nie była teorią, lecz przygodą miłosną.
Zakochany człowiek potrafi czuwać, czekać, rezygnować z wygody i podejmować trud, nie uważając tego za stratę. Tak właśnie Chesterton proponuje rozumieć franciszkańską ascezę. Nie jako nienawiść do życia, ale jako szaleństwo człowieka pochłoniętego przez miłość.
Nie ludzkość, lecz ludzie
Jedna z najcelniejszych myśli książki dotyczy różnicy między miłością do abstrakcyjnej ludzkości a miłością do konkretnych ludzi. Chesterton ujmuje ją w charakterystycznym paradoksie:
„Można by rzec, że filantrop kocha antropoidów. Święty Franciszek nie kochał jednak ludzkości, tylko ludzi, tak samo jak nie kochał chrześcijaństwa, tylko Chrystusa”.
To zdanie pozostaje niezwykle aktualne. Można deklarować troskę o całą ludzkość, a nie znosić człowieka siedzącego przy sąsiednim biurku. Można walczyć o szczęście przyszłych pokoleń, będąc bezwzględnym wobec ludzi żyjących obecnie. Franciszek nie kochał statystycznego społeczeństwa. Dostrzegał człowieka, który właśnie przed nim stał — zwłaszcza ubogiego, chorego i odrzuconego.
Ubogi, ponieważ świat był darem
Chesterton odmiennie interpretuje także ubóstwo Franciszka. Nie wynikało ono z pogardy dla rzeczy materialnych. Przeciwnie, Franciszek był zachwycony światem, ale nie chciał nim zawładnąć.
Człowiek posiadający rzecz mówi: „To jest moje”. Franciszek patrzył na stworzenie i zdumiewał się, że w ogóle istnieje. Nie musiał go posiadać, aby się nim cieszyć. Ubóstwo uwalniało go od potrzeby zamieniania daru we własność.
Dlatego franciszkańska radość nie przeczy ascezie. Obie wyrastają z tego samego źródła. Człowiek, który niczego kurczowo nie zatrzymuje, może przyjmować wszystko z wdzięcznością.
Chesterton w nowym przekładzie
Książka ukazała się nakładem Fundacji Prodoteo w nowym tłumaczeniu Magdy Sobolewskiej. To ważne wydarzenie, ponieważ przez kilkadziesiąt lat polscy czytelnicy znali ją przede wszystkim z przekładu Artura Chojeckiego, opublikowanego po raz pierwszy pod koniec lat czterdziestych XX wieku i później wielokrotnie wznawianego.
Nowa wersja zachowuje sens i paradoksalny charakter prozy Chestertona, ale posługuje się współczesną, bardziej bezpośrednią polszczyzną. Przekład Chojeckiego bywa dostojniejszy i mocniej retoryczny. Sobolewska prowadzi natomiast czytelnika szybciej do pointy i pozwala usłyszeć w Chestertonie żywego polemistę, nie zaś szacownego klasyka stojącego nieruchomo w bibliotecznej gablocie.
W najnowszym filmie na kanale Tygodnika Bydgoskiego Michał Jędryka omawia najważniejsze idee książki i porównuje charakterystyczne fragmenty obu polskich przekładów.
Chesterton przywraca bowiem Franciszkowi jego prawdziwą ostrość. Pokazuje nie poczciwego miłośnika ptaszków, lecz człowieka, który naprawdę uwierzył Ewangelii i pozwolił, aby wywróciła jego życie do góry nogami.
Współczesność chętnie zaakceptuje świętego, który kocha zwierzęta. Znacznie trudniej przyjąć jej świętego, który przypomina, że świat jest stworzeniem, a nie Stwórcą — oraz że nie można naprawdę kochać ludzkości, nie kochając stojącego obok człowieka.