Opinie Dzisiaj 11:48 | Michał Jędryka
[ROZMOWA TYGODNI(K)A] Marcin Palade: Afera Kacprzyka nie poruszyła sondaży, ale problem rządu nie znika

Czy afera Kacprzyka może zachwiać polską sceną polityczną? Marcin Palade, socjolog i analityk polityczny, w rozmowie z Michałem Jędryką ocenia, że sprawa nadal ma potencjał, ale na razie nie przełożyła się na wyraźne zmiany w sondażach.

W najnowszej rozmowie Tygodnika Bydgoskiego Michał Jędryka pyta Marcina Paladego o polityczny krajobraz po aferze Kacprzyka. Czy to wydarzenie może stać się punktem zwrotnym? Czy raczej — jak wiele wcześniejszych afer — zostanie wchłonięte przez codzienny szum polskiej polityki?

Zdaniem Marcina Paladego sprawa nie wygasła. Przeciwnie: jej siła polega na tym, że pojawiają się kolejne informacje, które podtrzymują temat w obiegu publicznym. Analityk określa to jako zjawisko „salami”, czyli polityczne plasterkowanie afery. Każda kolejna informacja może nie być już tak wstrząsająca jak pierwsze doniesienia, ale utrzymuje w pamięci opinii publicznej przekonanie, że sprawa nie jest błaha.

Sondaże na razie bez trzęsienia ziemi

Palade studzi jednak oczekiwania tych, którzy uznali aferę za wydarzenie zdolne natychmiast przewrócić polityczny stolik. Jak mówi, porównanie czerwcowych sondaży sprzed i po wybuchu afery nie pokazuje rewolucji. Według jego wyliczeń żadna ze zmian poparcia dla badanych formacji nie przekroczyła jednego punktu procentowego.

Najbardziej poszkodowana miała być Koalicja Obywatelska, ale jej spadek — jak wskazuje Palade — wyniósł około 0,9 punktu procentowego. Z kolei największy wzrost miał przypaść Koronie Grzegorza Brauna, ale i tu mowa o zmianie w granicach błędu statystycznego.

To prowadzi rozmowę do szerszego pytania: czy polscy wyborcy są już tak przyzwyczajeni do afer, że kolejne skandale nie robią na nich większego wrażenia?

Wyborcy czy wyznawcy?

Jedna z najmocniejszych tez rozmowy dotyczy zabetonowania elektoratów. Palade wskazuje, że od 2005 roku polską politykę organizują dwa wielkie obozy: związany z Donaldem Tuskiem oraz związany z Jarosławem Kaczyńskim. Według analityka po obu stronach politycznej barykady wielu ludzi nie zachowuje się już jak zwykli wyborcy czy sympatycy, lecz raczej jak wyznawcy.

Motywacją głosowania często nie jest więc pozytywny program, ale sprzeciw wobec drugiej strony. Jedni zostają przy Donaldzie Tusku, bo nie chcą powrotu Jarosława Kaczyńskiego. Inni trzymają się Prawa i Sprawiedliwości, bo alternatywą pozostaje dla nich powrót Tuska.

W takim układzie — jak mówi Palade — o wyniku politycznej rozgrywki mogą zdecydować nie wielkie, trzydziestoprocentowe elektoraty, ale kilka procent wyborców, którzy nie mieszczą się w logice bezwarunkowej lojalności wobec jednego z obozów.

Kilka procent, które może zdecydować o władzy

Zdaniem gościa Tygodnika Bydgoskiego w polskiej polityce realna walka toczy się o stosunkowo niewielką grupę wyborców. To ludzie bardziej krytyczni wobec klasy politycznej, którzy nie przechodzą automatycznie do porządku dziennego nad kolejnymi aferami i nie głosują wyłącznie przeciwko komuś.

Palade porównuje ich do „elektronów krążących” między wielkimi blokami. To właśnie ich zachowanie może przesądzić o tym, w którą stronę przesunie się polityczna większość.

Jednocześnie analityk zwraca uwagę, że obecna opozycja nie stała się na razie wyraźnym beneficjentem problemów rządzących. To oznacza, że wyborcy środka mogą być rozczarowani nie tylko obecną władzą, lecz także tymi, którzy chcieliby ją zastąpić.

Problem przyszłej większości

W rozmowie pojawia się także pytanie o możliwy układ po kolejnych wyborach. Palade ocenia, że nawet jeśli po stronie prawicy pojawiłaby się większość złożona z PiS, Konfederacji i Korony, byłaby ona trudna do zbudowania i potencjalnie bardzo chwiejna.

Analityk ostrzega, że taka koalicja mogłaby stać się układem przede wszystkim antytuskowym, podobnie jak obecna koalicja rządząca jest — w jego ocenie — w dużej mierze koalicją anty-PiS. A to rodzi pytanie, czy po przejęciu władzy byłaby zdolna do pozytywnego programu, czy tylko do dalszego przedłużenia wojny plemiennej.

Drugi problem rządu: Ukraina

Ostatnia część rozmowy dotyczy relacji polsko-ukraińskich. Palade zwraca uwagę, że nastroje społeczne wobec Ukrainy, prezydenta Wołodymyra Zełenskiego i Ukraińców mieszkających w Polsce wyraźnie zmieniły się w porównaniu z pierwszym okresem po rosyjskiej agresji w lutym 2022 roku.

Według analityka rządzący mają dziś co najmniej dwa problemy: aferę związaną ze Szpitalem Południowym w Warszawie oraz narastające napięcia w relacjach Warszawa–Kijów. Co więcej, sprawa ukraińska nie dzieli Polaków dokładnie według osi rząd–opozycja. Sceptycyzm wobec działań władz ukraińskich pojawia się także wśród części wyborców obecnej koalicji rządzącej.

Marcin Palade ocenia, że aby przykryć oba tematy, obóz rządzący musiałby znaleźć trzeci, bardzo silny temat. Jak dodaje, na razie takiego tematu nie widać.

Cała rozmowa Michała Jędryki z Marcinem Paladem dostępna jest na kanale YouTube Tygodnika Bydgoskiego.

-->